Gunnar Aeskelson
33 lata
Wygnaniec | Gladiator | Wyzwoleniec
33 lata
Wygnaniec | Gladiator | Wyzwoleniec
Jeszcze przed czasami napadów barbarzyńców. Jeszcze przed czasami, gdy na sam ich ryk strach siał się w sercach nie tylko pospólstwa, ale też i władców. Na samym początku tych wspaniałych czasów opowiadać będziemy historię Gunnara Aeskelsona.
Historia Gunnara rozpoczynać się powinna od tego, jakim cudem został wygnany z ziem północy, jego ojczyzny i domu, gdzie sławi się imię wszechpotężnych bogów natury i wojny. Część opowieści jednak zapomniana została przez jej głównego bohatera w skutek zgryzoty i gorzkich wspomnień tego, że nie ma już gdzie wracać, choć bardzo by chciał.
Gunnar Aeskelson był młodym wojownikiem plemienia z którego wywodzić się mieli późniejsi Waregowie. Uczestnik wielu walk międzyplemiennych, odznaczający się niejednokrotnie brutalnością i bezwzględnością, chwalący imię Wodana. O umiejętnościach, których nie powstydziłby się żaden bojownik. O tatuażach tak charakterystycznych dla każdego z nich.
Był tym, który popełnił błąd, gdy burzyła sie w nim tak charakterystyczna mu gorąca krew - zainteresował się nie tą kobietą, którą powinien. Choć zbrodnia nie była wielka, uraził wojownika możniejszego od siebie. Bez wahania i żalu naznaczony został gorejącym piętnem wygnańca, który włóczyć się miał do końca swoich dni nie otrzymawszy pomocy. Do dziś dzień obrzydliwa blizna widnieje na lewym policzku wojownika.
Tajemnicą dla wielu jest to jakim cudem Gunnar trafił do Rzymu - kolebki cywilizacji i klejnotu oświecenia, jakiego historia nie widziała. Powiada się, że znaleźli go kupcy niewolników, gdzieś na terenach Galii. Trafiał "z rąk do rąk" kolejnych właścicieli przez następne lata. Pracował, walczył, siał strach w sercach wrogów swoich panów. Nie robił tego chętnie, jednak nie chciał też umierać. Nie tak, nie będąc w bitwie. Krnąbrny wojownik niejednokrotnie stał nad przepaścią nagłej śmierci z rąk swoich panów, jednak ci jakimś wiadomym przez Wodana cudem, nie robili tego.
Ostatni właściciel widząc jego wigor i zapał zabrał go do Rzymu, by zrobić z niego znamienitego gladiatora. A przynajmniej takiego, który przysporzy widowni sporo rozrywki, a jemu denarów.
I tak walczy już od 10 lat na piasku rzymskiego cyrku. Ku uciesze gawiedzi, ku gniewowi innych wojowników, ku zadowoleniu swego pana. Stał się tym, którego należy się obawiać na arenie.
Ostatnio wyzwoleńcem przyzwyczajającym się do swoich nowych praw, zwłaszcza odkrywający je między udami nierządnic. Nadal walczącym, bo to jedyne co daje mu radość i sprawia, że przyjemnie burzy się krew.
Człowiekiem czekającym na bitwę, by móc oddać swą duszę bogom.
Wygnańca
Gladiatora
Wyzwoleńca
Mężczyzny czekającego na godną go śmierć
Historia Gunnara rozpoczynać się powinna od tego, jakim cudem został wygnany z ziem północy, jego ojczyzny i domu, gdzie sławi się imię wszechpotężnych bogów natury i wojny. Część opowieści jednak zapomniana została przez jej głównego bohatera w skutek zgryzoty i gorzkich wspomnień tego, że nie ma już gdzie wracać, choć bardzo by chciał.
Gunnar Aeskelson był młodym wojownikiem plemienia z którego wywodzić się mieli późniejsi Waregowie. Uczestnik wielu walk międzyplemiennych, odznaczający się niejednokrotnie brutalnością i bezwzględnością, chwalący imię Wodana. O umiejętnościach, których nie powstydziłby się żaden bojownik. O tatuażach tak charakterystycznych dla każdego z nich.
Był tym, który popełnił błąd, gdy burzyła sie w nim tak charakterystyczna mu gorąca krew - zainteresował się nie tą kobietą, którą powinien. Choć zbrodnia nie była wielka, uraził wojownika możniejszego od siebie. Bez wahania i żalu naznaczony został gorejącym piętnem wygnańca, który włóczyć się miał do końca swoich dni nie otrzymawszy pomocy. Do dziś dzień obrzydliwa blizna widnieje na lewym policzku wojownika.
Tajemnicą dla wielu jest to jakim cudem Gunnar trafił do Rzymu - kolebki cywilizacji i klejnotu oświecenia, jakiego historia nie widziała. Powiada się, że znaleźli go kupcy niewolników, gdzieś na terenach Galii. Trafiał "z rąk do rąk" kolejnych właścicieli przez następne lata. Pracował, walczył, siał strach w sercach wrogów swoich panów. Nie robił tego chętnie, jednak nie chciał też umierać. Nie tak, nie będąc w bitwie. Krnąbrny wojownik niejednokrotnie stał nad przepaścią nagłej śmierci z rąk swoich panów, jednak ci jakimś wiadomym przez Wodana cudem, nie robili tego.
Ostatni właściciel widząc jego wigor i zapał zabrał go do Rzymu, by zrobić z niego znamienitego gladiatora. A przynajmniej takiego, który przysporzy widowni sporo rozrywki, a jemu denarów.
I tak walczy już od 10 lat na piasku rzymskiego cyrku. Ku uciesze gawiedzi, ku gniewowi innych wojowników, ku zadowoleniu swego pana. Stał się tym, którego należy się obawiać na arenie.
Barbarzyńcą z Północy, o dzikim spojrzeniu, nieujarzmionym charakterze i potężnej sylwetce. Modlącym się przed walką do Wodana, nim wbije swój topór w czaszkę jakiegoś nieszczęśnika.
Ostatnio wyzwoleńcem przyzwyczajającym się do swoich nowych praw, zwłaszcza odkrywający je między udami nierządnic. Nadal walczącym, bo to jedyne co daje mu radość i sprawia, że przyjemnie burzy się krew.
Człowiekiem czekającym na bitwę, by móc oddać swą duszę bogom.
_______
Zdjęcie: http://ironwi11.deviantart.com
W tytule: modlitwa ochronna ("Temple of Wotan")